Czarny LⒶs

Czarny LⒶs

Dopadł mnie w pierwszych dniach lutego i strasznie sponiewierał. Pomimo szczepienia, chorobę przeszedłem z wszystkimi jej objawami. Gorączka spadła poniżej 38 stopni po siedmiu dniach. Nakurwiała mnie każda część ciała, bolało mnie nawet okrycie kołdrą. Z tego okresu mało co pamiętam. Straszny ze mnie słabiak, jeśli chodzi o stany gorączkowe. Do tego straciłem węch, a smak miałem wybiórczy, odróżniałem trochę kwaśnego i mdły słodki. Mniejsza…

To, co nastąpiło później, było/jest nad wyraz wkurzające: mgła neurologiczna/mózgowa/covidowa, czy jak się tam zwie. Zapominam, zacinam się, brakuje mi słów. Bardzo uciążliwe zjawisko. Pewnego dnia zapomniałem, czego dotyczy notatka, którą sporządziłem, żeby nie uleciał mi pewien temat.

Najgorszą rzeczą, którą doświadczam, jest niepełne widzenie na lewe oko. Środek obrazu jest rozmazany a krawędzie ostre. Dość niespotykana sprawa. Okulista nie potrafił ogarnąć, w czym problem i skierował mnie do neurologa :) . Neurolog postukał w kolana etc. i skierował mnie na tomografię. Cyrk.

Pozytywem jest to, że minęły zadyszki, a prace fizyczne stały się prostsze. O nakurwianiu po lasach i powrocie do treningów nie ma jeszcze mowy, wyplułbym chyba płuca, ale prace ogrodowe mogę wykonywać.

Ogród. Wyścieliłem kartonami oraz słomą sterty gruzu i ziemi leżące pod starymi silosami. Posadzę w tym miejscu dyniowate. Posiałem bób, dosiałem pietruszki, rozsypałem mączkę bazaltową i anhydrytową po ogrodzie. Rozsadziłem krzaki czarnej porzeczki. Za kilka dni posadzę truskawki i kilka drzewek owocowych.

Mam nadzieję, że szybko się pozbieram, bo mam duże tyły w realizacji założonych planów. Budki dla ptaków nadal czekają na rozwieszenie, a schronienie dla dzikich zapylaczy stoi niedokończone w warsztacie. Nie wspomnę o oczku wodnym, które rozpocząłem kopać miesiąc temu.

A wysoki sezon tuż, tuż.

Morwa czarna - Morus nigra L.

Na obrzeżach wsi rosną stare poniemieckie morwy, które wznoszą się ponad dachami sąsiadujących zabudowań. Drzewa ze względu na wiek nie są w najlepszej kondycji, do tego przebiegająca obok polna droga została przywrócona do użytkowania. Poruszające się po niej maszyny rolnicze uszkadzają pnie drzew. Z roku na rok gęsty szpaler zmniejsza swoją powierzchnię i objętość, co bardzo mnie smuci, bo uwielbiam smak owoców morwy.

Co roku, na początku lipca, wyruszam na zbiory białych i czarnych owoców, bo obydwie odmiany rosną na przemian. To taki rytuał. Owoce morwy białej suszę na słońcu, a z czarnej przygotowuję soki na zimę. Zbieram też liście na susz, którego używam w mieszankach ziołowych. Na marginesie, herbatki ziołowe to doskonała alternatywa dla korporacyjnego suszu, który powstaje dzięki wyzyskowi małych plantatorów oraz osób pracujących na olbrzymich plantacjach herbacianych potentatów.

Planując nowe nasadzenia w ogrodzie, musiałem uwzględnić morwę. Tą białą i tą czarną. Będzie jednym z elementów ogrodu leśnego. Morwa biała, podobnie jak robinia akacjowa, dobrze znosi juglon, substancję wydzielaną przez orzecha włoskiego, która ma za zadanie osłabić konkurencję innych roślin. Mam zamiar posadzić ją pod orzechem włoskim (morwa lubi zacienienie, jest odporna na suszę i nie ma dużych wymagań glebowych) i utrzymać w formie krzewu, tworząc gildię orzecha oraz bufor oddzielający rośliny ogrodowe od negatywnego wpływu juglonu.

Dodam jeszcze, że jeśli w przyszłości zdecyduję się na hodowlę zwierząt, to liście oraz owoce morwy będą doskonałą paszą, a leśny ogród zapewni zwierzętom schronienie przed wiatrem oraz cień w upalne letnie dni.

#permakultura #ogrodnictwodzikie #leśnysad #drzewa #krzewy #roślinypermakulturowe

Stara strugnica, półka z dłutami, heble, zaciski, piła stołowa własnej produkcji, w kącie niedbale ułożone pachnące żywicą kawałki drewna. W stojaku pod oknem czekają na nowe realizacje niewykorzystane kawałki desek. Pomiędzy stojakiem a drzwiami stoi biurko z szufladami pełnymi skarbów. Dalej, pod południową ścianą, jest umocowana w podłodze tokarka do drewna, a obok niej leżą walizy z elektronarzędziami. W warsztacie znajduje się regał z półkami uginającymi się od pudeł, skrzynek i leżących luzem niezbędnych narzędzi. Są też: szlifierki, spawarka, niezliczona ilość młotków, schowane na zimę narzędzia ogrodowe, betoniarka i wszystko to, co jeszcze się przyda.

Panujący dookoła niepozorny chaos, skrzynie przechowujące w swych wnętrzach warzywa na zimę, rozproszone światło wpadające przez małe okienko, podłoga pokryta różnokolorową glazurą z odzysku tworzą przytulny klimat. W powietrzu unosi się zapach drewna zdominowany przez ostrą woń cebuli. Jest idealnie: sucho, cicho i gdy rozpalę w piecyku, ciepło. To tutaj realizuję małe i duże projekty, a myśli oraz plany przybierają rzeczywisty kryształ. Tutaj powstają przedmioty, cuda z drewna, czy metalu. Tym bardziej cieszą, gdy wykonane własnoręcznie.

#warsztat #zima

Od grudnia zbieram materiał, szykuję narzędzia i niezbędne akcesoria do kilku projektów, które chcę wykonać. W zeszłym tygodniu rozpocząłem wycinanie elementów potrzebnych do zbudowania budek lęgowych. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to szybko uporam się z montażem i w przyszły weekend rozwieszę je na okolicznych drzewach.

Hotel dla dzikich zapylaczy. Kolejny. Tym razem postawię go pod dębem rosnącym pomiędzy polem pszenicy a ogrodem. Dąb jest doskonałą przeszkodą dla maszyn rolniczych pracujących w polu. Potencjalne opryski nie będą bezpośrednio zagrażać zamieszkującym budowlę owadom. Osoby, które szukają informacji, planów oraz inspiracji do wykonania domu dla dzikich pszczół odsyłam na stronę Greenpeace

Śmigając po sieci, trafiłem na forum Ekoosady, na którym znalazłem wątek o suszeniu grzybów, owoców i warzyw, a w nim przetłumaczoną przez Radka Daniluka instrukcję wykonania słonecznego dehydratora żywności zaprojektowanego przez Dennisa Scalina. Jestem cholernie napalony na wykonanie suszarni. Dzięki niej suszenie, szczególnie owoców, będzie wydajniejsze. Nie wspominając o tym, że uwielbiam kompot z suszonych owoców, który nie będzie rarytasem, a stanie się codziennością w czarnolasowej kuchni.

W głowie rodzą się kolejne pomysły, a lista todo pęka w szwach. Muszę poskramiać swoją fantazję, bo rzeczywistość potrafi boleśnie skonfrontować zbyt śmiałe plany. Już za kilka tygodni ruszę z pracami w ogrodzie, a nie chciałbym, aby powstały deficyt czasu powodował jakiekolwiek ciśnienia. Wszak hobby ma przynosić przyjemność, a nie frustracje.

No stress i Hakuna Matata :) !

#warsztat #diy #zima

Zima to okres, w którym można złapać oddech. Odpoczywa przyroda, odpoczywa i ogrodnik. Okres zimowego rozprężenia to czas podsumowań, analizy i planów na kolejny sezon oraz leniwych zimowych zbiorów. Wszak jarmuż, por, sałata lodowa, czy brukselka nadal zielenią się na grządkach. Podczas odwilży warto uzupełnić braki w ściółce albo zaścielić te części ogrodu, które nie zdążyło się przykryć jesienią.

Ten rok wiąże się z kontynuacją planu zeszłorocznego, czyli odbudową i regeneracją gleby poprzez ścielenie i kompostowanie w grządkach. Ziemia w ogrodzie jest wyjałowiona i niezbyt zasobna. Tutaj, aby pomóc i delikatnie przyspieszyć regenerację zastosuję nawozy naturale jak mączki skalne i nawozy zielone. W planie nie zapomniałem o wprowadzeniu dynamicznych akumulatorów.

Po drobnych korektach zmieniłem usytuowanie sadu, który da owoce, miododajne kwiaty i osłonę od słońca oraz spełni funkcję naturalnego wiatrochronu. Wczesną wiosną ruszę z nowymi nasadzeniami.

Największym wyzwaniem będzie wykopanie sadzawki, w której będzie gromadzić się deszczówka spływająca z dachu pobliskiego budynku. Usytuowanie zbiornika nie pozwala na pracę sprzętu ciężkiego, który zniszczy część zeszłorocznych nasadzeń oraz ugniecie wyściółkowane części ogrodu. Czeka mnie kila/kilkanaście tygodni zabawy z taczką, kilofem oraz łopatą.

Decyzję o wykopaniu sadzawki podjęłam zbyt późno. Prace ziemne powinienem zacząć przed zagospodarowaniem tej części ogrodu, przed nasadzeniami. To mi uzmysłowiło, jak ważne jest szczegółowe zaplanowanie całości. Od ogólnego zarysu do drobnego detalu. Wziąłem pod uwagę przesadzenie drzew i krzewów w inne miejsce oraz rozgarnięcie ściółki, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że gimnastyka siłowa dobrze mi zrobi. Czas mnie nie goni — ostateczne zakończenie prac ziemnych planuję na początek maja.

Wiosną przygotuję podwyższone grządki oraz inspekt ogrzewany obornikiem. Uzupełnię braki w ściółce i zastosuję preparat bakteryjny, aby przyspieszyć kompostowanie oraz zaopatrzyć glebę w azot i fosfor.

Na przełomie lipca i sierpnia planuję wybudować altanę z miejscem na ognisko. Drewniany domek pachnący żywicą to idealne miejsce na relaks pośród roślin. Kolejną budowlą zaplanowaną na ten okres jest mała szklarnia. Szklarnia przylegać będzie do warsztatu i „kotłowni”, co pozwoli na ogrzanie jej wczesną wiosną oraz produkcję rozsad. Obecnie rozsady zajmują każdy parapet i każdą szafkę w domu, czasami bywa to uciążliwe, szczególnie gdy w kuchni grasuje kotka Tosia.

Ostatnim punktem zaplanowanym na ten rok, jest budowa piwniczki, w której staną półki z przetworami, beczki na kiszonki oraz skrzynie na okopowe. W lecie będzie doskonałym chłodnym schronieniem przed upałami.

Już nie mogę doczekać się wiosny, kiedy ogród się zazieleni i będę mógł obserwować efekty dzikiej permakulturowej rewolucji.

#ogród #permakultura #projektowanie #zima