Warsztat, warsztat...

Stara strugnica, półka z dłutami, heble, zaciski, piła stołowa własnej produkcji, w kącie niedbale ułożone pachnące żywicą kawałki drewna. W stojaku pod oknem czekają na nowe realizacje niewykorzystane kawałki desek. Pomiędzy stojakiem a drzwiami stoi biurko z szufladami pełnymi skarbów. Dalej, pod południową ścianą, jest umocowana w podłodze tokarka do drewna, a obok niej leżą walizy z elektronarzędziami. W warsztacie znajduje się regał z półkami uginającymi się od pudeł, skrzynek i leżących luzem niezbędnych narzędzi. Są też: szlifierki, spawarka, niezliczona ilość młotków, schowane na zimę narzędzia ogrodowe, betoniarka i wszystko to, co jeszcze się przyda.

Panujący dookoła niepozorny chaos, skrzynie przechowujące w swych wnętrzach warzywa na zimę, rozproszone światło wpadające przez małe okienko, podłoga pokryta różnokolorową glazurą z odzysku tworzą przytulny klimat. W powietrzu unosi się zapach drewna zdominowany przez ostrą woń cebuli. Jest idealnie: sucho, cicho i gdy rozpalę w piecyku, ciepło. To tutaj realizuję małe i duże projekty, a myśli oraz plany przybierają rzeczywisty kryształ. Tutaj powstają przedmioty, cuda z drewna, czy metalu. Tym bardziej cieszą, gdy wykonane własnoręcznie.

#warsztat #zima